niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział 13. Remek on jest pod moim domem

3 komentarze = kolejny rozdział. 


Kiedy wytłumaczyłam wszystko Wiktorii zaczęłam zbierać się do domu. Remek mnie odprowadził za co jestem mu wdzięczna, bo nie powiem bałam się. Kiedy byłam w domu od razu weszłam pod prysznic. Wkrótce leżałam już w moim łóżku z lampką obok i książką w ręce. Uwielbiam czytać, niestety moje zajęcie przerwał odgłos mojego telefonu, który nie dawał mi spokoju i musiałam zobaczyć kto do mnie napisał. Nowa wiadomość od Czułek...Co tym razem napisał? 
 Czułek:
Hej jak tam? Trochę się nie odzywałem za co przepraszam, ale miałem pewne problemy.
 Ja: 
Nie masz za co przepraszać. Też jakoś nie miałam czasu. 
Czułek: 
Więc jak tam?
Widać było, że do czegoś zmierzał, ale nie wiedział jak to napisać. Ciekawe o co chodzi...
Ja:
A wszystko dobrze.
Czekałam niecierpliwie na jego SMS, ale w końcu zrezygnowana znów zaczęłam czytać książkę...O co chodziło? On nie pisał chyba tylko po to by spytać "Jak tam?" co nie? Znów pogrążyłam się w fabule książki i znów ten głupi telefon mi przerwał! Mogłam go wyciszyć...Okazało się, że to znów Dezy do mnie napisał, nie mógł wcześniej? Nie mówcie, że tyle czasu zajęło mu napisanie tego co właśnie przeczytałam!
Czułek:
Za dwa dni jedziemy do Gdańska...Chciałabyś jechać z nami?
Strasznie się ucieszyłam! Oczywiście, że chcę!
Ja:
Kto jeszcze będzie?
Czułek:
A trochę innych youtuberów, jak ty znasz mnie z yt to ich też na pewno znasz, no i będzie na pewno Remek i Wiki i jeszcze mój brat...To co zgadzasz się? 
Dezydery ma brata? A tak!! Skkf, jak mogłam zapomnieć o nim? Po chwili zdałam sobie sprawę, że Czułek czeka na odpowiedź, a ja się musze rodziców zapytać czy moge jechać !! Szybko pobiegłam do pokoju rodziców i weszłam do środka.
- Mamo! - wydarłam się. 
- Patrycja o co chodzi? - spytała lekko zdenerwowana.
- Bo Dezydery spytał, czy za dwa dni pojadę z nimi na wakacje do Gdańska, mogę mamo? Proooszę! Będę grzeczna, obiecuję do ciebie codziennie dzwonić, a poza tym będzie tam jeszcze Remek i Wiktoria i jeszcze kilku innych znajomych! - powiedziałam na jednym wdechu przez co dyszałam teraz jak jakiś pies.
- Możesz możesz, tylko Dawid nie będzie zazdrosny? - spytała z uśmiechem mama, jednak mi do śmiechu nie było. Pokiwałam tylko głową, że nie będzie zazdrosny i wróciłam do pokoju odpisując Dezemu.
Ja:
Mogę!
 Ale się cieszyłam!!! Wreszcie wyluzuję i odpocznę! Poznam innych youtuberów, po prostu zapowiada się świetnie!! Mam nadzieję, że będzie ładna pogoda.
Czułek:
To super! :D O godzinie 9 00 w piątek będę czekać na ciebie pod domem, spakuj dużo rzeczy, bo wyjeżdżamy aż na dwa tygodnie! 
Na dwa tygodnie!? Zajebiście, ale ja się przygotować muszę! Muszę na zakupy iść, bo dużo rzeczy mam takich bardziej koło domu...Wzięłam więc karteczkę i długopis i zaczęłam pisać listę tego co powinnam kupić. Następnego dnia poszłam do sklepu, miałam kawałek drogi, ale co tam, ważne, że doszłam. Kupiłam dwie spódnice, kupiłam również długie spodnie gdyby było chłodno, nie wiem dlaczego, ale dolnej części garderoby zawsze mi brakuje...Kupiłam jeszcze szorty i z dwie bluzki, nie zapomniałam również o dwu częściowym kostiumie kąpielowym. Byłam już w domu i zaczęłam się pakować, wiem, że jest wcześnie, ale ja wolę być przygotowana przed czasem, wtedy jestem jakoś tak pewna, że niczego nie zapomniałam...Zastanawiałam się czy brać jedną parę szpilek, ale ostatecznie je wzięłam tak samo jak dwie dosyć wyjściowe sukienki...No wiecie co to za wycieczka bez imprezy?! Tym razem zero alkoholu! Nawet jak Dezy będzie mnie namawiał! Bo wiecie jemu jakoś trudno mi cokolwiek odmówić...Nieważne!! O bzdetach myślę, ale jestem tak podekscytowana, że chyba mogłabym unieść się w górę i latać z różowymi jednorożcami...Nie! Przesadziłam...Rzygnę tęczą zaraz hahaha. Tak bardzo się cieszę...Może przytnę trochę włosy? Nie! Zapuszczam! Niedawno kupiłam dopełniacz, więc będę koka se robić i gorąco mi nie będzie. Boże dziewczyno opanuj swoje myśli!! Uspokojona usiadłam na łóżku i wróciłam do czytania jakże fascynującej książki...Uwielbiam głównych bohaterów tej książki, czyli Akivę i Karou. Chciałabym być jak Karou taka opanowana, odważna i jeszcze nie dająca za wygraną. Karou ma ode mnie sto razy cięższe życie, ale radzi sobie wspaniale, za to Akiva...Chłopak, którego zmieniła wojna i jeszcze śmierć swojej ukochanej zamknął sie w sobie i stał się bezlitosny...Karou go zmieniła na nowo, znów ożywiła jego serce...Ach...Musielibyście przeczytać, żeby zrozumieć...Piękna książka i w dodatku trafiła w mój gust literacki, czyli fantasy...W końcu przestałam czytać, bo byłam bardzo głodna, a głodna Patrycja to wściekła i zła Patrycja. Poszłam do kuchni i jak zawsze zrobiłam sobie płatki na mleku lub jak kto woli mleko na płatkach. Rodziców nigdzie nie było, więc pewnie są już w pracy. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Wstałam od stolika i pobiegłam do drzwi najpierw przez dziurkę sprawdziłam kto to...Przed moimi drzwiami stał Dawid! Zanim zdążył wejść zatrzasnęłam drzwi na klucz.
- Otwieraj! - krzyknął. Serce, które chciało mi wyskoczyć z piersi podeszło mi do gardła, a z moich oczu poleciały łzy. Zaczęłam biec ile sił w nogach do swojego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi również na klucz i na wszelki wypadek okna też...Nie wiem co przyjdzie temu zjebowi do głowy. Roztrzęsiona wzięłam w dłonie telefon, ale niestety upadł mi on. Jak dobrze, że się nie popsuł! Podniosłam go i wybrałam numer.
- Halo? 
- Remek on jest pod moim domem co mam robić!!? - spytałam drżącym głosem.
- Nie rozłączaj sie już do ciebie jadę! To jest ten Dawid? - spytał, a ja mu przytaknęłam. Słyszałam jak dobija się do drzwi. O boże!!
- Patrycja spokojnie, już jadę. Nie rozłączaj się. Jestem już pod domem, nic się nie martw. - wyjrzałam przez okno i rzeczywiście samochód był już pod moim domem. Wyszedł z niego Remik i Wiki...Jak dobrze, że mam takich przyjaciół! Szybko zeszłam na dół, bo oni się bili, jeszcze mogło się stać coś poważnego. Próbowałam ich rozdzielić, ale Dawid mnie odepchnął. 
- Co załatwiłaś sobie chłoptasia by cię bronił?! Aż taka słaba jesteś? - zaśmiał się szyderczo. Remik podszedł i dowalił mu jeszcze bardziej. Lubię przemoc na filmach, ale nie w prawdziwym życiu!
- Stop!!! - wydarłam się i rzeczywiście przestali się bić.
- Remik spokojnie, już się go nie boję i nie musisz mi pomagać. - powiedziałam.
- Dziewczynka jest samodzielna tak? - spytał Dawid. Podeszłam do niego i walnęłam go z pięści w te jego mordę, ale ja się cieszę, że miałam akurat na palcu pierścionek z ostrym diamentem w środku.
- Wypierdalaj! - krzyknęłam i se poszedł. Po tej sytuacji drżałam cała z nerwów i płakałam jeszcze bardziej.
- Cii...Będzie dobrze. Dowaliłaś mu i to najważniejsze! Niech wie, że nie zawahasz zrobić się czegoś gorszego! - słowa Wiki mnie trochę pocieszyły. Weszłam do domu, a przyjaciele włączyli mi komedię. Humor mi się poprawił i to bardzo.


czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział 12 A nie wpadło ci do głowy, że po prostu się puściła?


-Florian mogę z tobą pogadać? - Zadzwoniłem  do mojego brata.  
-Wiesz ze mój dom zawsze stoi dla ciebie otworem.  - Powiedział.  - Coś się stało?  - Spytał.  
-Opowiem ci jak dojadę do ciebie.  - I zakończyłem rozmowę.  Co jak co ale mój starszy bart jest dla mnie najlepszym przyjacielem i bez jego pomocy sobie nie poradzę.  Remigiusz też jest moim przyjacielem i to nie byle jakim ale jakoś nie wiem czemu boje się mu powiedzieć.  Nie wiem czemu, ale mam jakieś głupie przeczucie, że on powie Patrycji i Wiki i one nie będą chciały ze mną utrzymać kontaktu.  Chociaż co ja pitole.  One takie nie są.  Przez moje rozmyślania nawet nie zorientowałem się kiedy dojechałem do domu mojego brata. Że ja tym rozmyślaniem nie spowodowałem  żadnego wypadku.  Szybko wysiadłem  z mojego samochodu który dostałem od Patryka.  Może i to nie mój ojciec ale lubię go.  Mogę z nim pogadać,  jest spoko i co najważniejsze uszczęśliwia moją mamę wiec dlaczego miałbym być dla niego wredny?  Tym bardziej ,że znam go tyle lat bo przecież na początku nie był facetem mojej mamy.  Byli po prostu  najlepszymi przyjaciółmi.  No dobra koniec tego myślenia o bzdurach i czas pogadać z Florkiem  do którego drzwi jak zwykle były otwarte.  
-Ktoś cię kiedyś okradnie.  - Powiedziałem a raczej wydarłem się wchodząc do środka.  
-Wchodź i nie marudzić szczeniaku.  - Każdy zawsze myśli  ,że Florian to taki spokojny grzeczny chłopak.  Jednak to on jest tym który jako małe dziecko wpakował się w kłopoty to on nauczył mnie przeklinać no i to on zawsze  zaczyna bójki. 
-Mój braciszku co ci leży na sercu.  - Usiadłem obok niego na sofie w salonie i nie wiedziałem jak mam zacząć. 
-Zanim cokolwiek powiesz wiedz ze to nie moje.  - Dziwnie na mnie spojrzał.  Chciał coś powiedzieć, ale nie dałem mu dojść do słowa bo zacząłem gadać dalej.  - Klara jest w ciąży.  Została zgwałcona.  - dziwnie spojrzał na mnie.  
-A nie wpadło ci do głowy, że po prostu się puściła? - No ja nie wierzę.  Zaraz padnę.  Nie to ,że mnie to wkurzyło ale on se teraz jaja ze mnie robi jak ja się denerwuje i nie wiem co zrobić dalej.  
-Florian nie wkurwiaj mnie.  
-Ale ja mówię poważnie.  Nie pierwszy raz poszła na imprezę i sam wiesz jak kasa od dziadka ją zmieniła.  - Coś w tym było, ale żeby miała teraz tak kłamać? 
-No dobra powiedz mi brat co ci do tego.  Nie twoje dziecko to co cie ono obchodzi?  - Sam nie wiem.  Po prostu nie chce aby stała mu się krzywda i tyle.  To jest przecież dziecko.  
-Ona myśli o aborcji.  Wiem ,że ono nie jest moje ale to jest dziecko.  Niech  je odda ludziom którzy nie mogą mieć dziecka a nie zachowuje się jak smarkacz.  - Mój brat znowu dziwnie na mnie spojrzał.  Zaczyna mnie to denerwować.  
-Kiedy ty tak wyrosłeś?  
-Co? 
-No kiedy zrobiłeś się taki dorosły i podejmujesz takie poważne decyzję?
-Florian nie mam już pięciu lat jak kiedyś.  Zmieniłem się.  
-No dobra radzę Ci nie być z nią dalej.  Wyjaśnij jej ,że ma nie podejmować się aborcji bo po pierwsze to jest w Polsce nie legalne a po drugie zabije żywą istotę.  Na twoim miejscu też bym pewnie postąpił jak ty.  - Jak dobrze ,że mam brata po swojej stronie.  - Ale ja bym nie  wierzył w to ,że została zgwałcona.  Raczej byłaby  wystraszona i bała się całego świata.  - Mówił dalej.  - Wyjedź sobie gdzieś.  Są wakacje.  Nie siedź w domu.  Weź przyajciół.  Remka,  Wiki,  Multiego,  Stuarta i jedzcie gdzieś.  - Dobry pomysł.  -No i Patrycja.  - Powiedziałam od tak z dupy nawet o tym nie wiedząc.  
-Czy ja powinienem  o czym wiedzieć?  
-Co?  Nie!  Ona jest nikim!  Znaczy koleżanką tylko! - Jego wzrok mówił mi ,że jakoś w to nie wierzy ale przecież taka jest prawda.  
-Więc ty może lepiej zajmij się tym nikim niż Klarą.  - Podrapałem się po głowie zdenerwowany i myślałem nad tym czy jego plan aby na pewno jest dobry.  
-Wiesz co jedz też.  Poznasz ją.  
-A jednak to nie jest nikt.  - Zaśmiał się.  A może i ten wyjazd to tylko pretekst aby ją znowu zobaczyć?  Chociaż dopiero co ją widziałem.  

Zostałem u mojego brata na noc.  W końcu trzeba  dodać piosenkę.  Denerwowałem się bardzo.  Ale co się dziwić.  Połowa Polski w końcu zobaczy moją twarz i teraz wszystko będzie już inaczej.  Ciekawe czy Patrycja już widziała.  No ja pierdole!  Dlaczego ona nie chce mi wyjść z głowy!  Przecież ona mi się nie podoba! Znaczy jest ładna i fajna ale kurwa no niech ona wyjdzie mi z głowy.  
-A tobie co?  - Spytał.  
-Nic.  Myślę. 
-Nad czym?  
-Czy ja jestem u spowiedzi?  
-Czy ja wyglądam jak Książ? - Co do niego to mu dużo brakuje.
-Po prostu jestem w zmęczony tym wszystkim.  
-No to dzwoń do wszystkich i jedziemy.  - Powiedział.  Postanowiłem się go posłuchać.  Co jak co ale jego rady zawsze były dobre.  Wyciągiem swój telefon i zadzwoniłem do Remka i tak jak myślałem on był za.  Wiki to jak zwykle gdzieś  obok krzyczała . że  też się zgadza.  Ze względu na to ,że są wakacje każdy z moich przyjaciół się zgodził.  No prawie każdy bo została Patrycja.  Moje ręce nie wiadomo dlaczego zaczęły się pocić a ja się denerwowałem  jak  jakiś pajac.  Już miałem do niej dzwonić,  ale w ostatniej chwili zrezygnowałem.  Nie to, że nie chciałem aby jechała ale bałem się ją zaprosić.  A co jeśli pomyśli, że jestem nachalny   albo co gorsza chce jej coś zrobić w jakimś lesie.  Nikt nie wie co siedzi takiej dziewczynie w głowie.  
-No dzwonisz do niej czy nie? - Spytał Florek.  
-Później.  - I odłożyłem swój telefon.  Może poproszę Remka aby ją zaprosił?  Chociaż  może  lepiej zrobię  to sam?  Kurwa, dlaczego ja jestem taki nie zdecydowany?!  Padłem na łóżko mojego brata po czym wziąłem telefon do ręki.  Raz się żyje.  Jak się zgodzi to się zgodzi a jak nie to się nie zgodzi płakać przecież nie będę.  To tylko laska.  Jest ich pełno.  
-Szkoda tylko, że ona taka jedna wyjątkowa - Powiedziałem  sam do siebie pod nosem aby nikt nie usłyszał.  Chociaż nikogo w tym pokoju nie było.  Jednak jak to się mówi 'ściany mają uszy' 
Do Pati:
 hej jak tam? Przepraszam, że  trochę się nie odzywałem  ale miałem pewne problemy.  
Od Pati :
Nie masz za co przepraszać. Tez jakoś nie miałam czasu.  - Mogę jeszcze się wycofać.  
Do Pati : 
wiec jak tam? 
Od Pati:
 A wszystko dobrze 

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 11. Słyszałem, że Dezy zrywa z Klarą.

3 komentarze=kolejny rozdział :) 

Jasne i ciepłe promienie słońca sprawiły, że otworzyłam oczy. Byłam wyjątkowo wyspana mimo późnej godziny zaśnięcia. Dzisiaj wszystko zapowiada się bardzo dobrze, przed chwilą przyszedł lekarz mówiąc, że mnie wypisują. Za godzinę mają przyjść rodzice mnie odebrać. Ale się ciesze! Te dni w szpitalu dłużyły mi się niesamowicie i były nudne. Gdyby nie moi przyjaciele już dawno leżałabym w grobie z podpisem: Umarła z nudów. Wstałam z łóżka i biorąc z torby, którą przynieśli mi rodzice ciuchy poszłam się odświeżyć i przygotować do wyjścia ze szpitala. Poszło mi to bardzo szybko być może dlatego, bo nie mogę się już doczekać. Sprawdziłam jeszcze telefon, ale nikt nic mi nie napisał. Chciałam popisać se z Dezym, ale stwierdziłam, że to zły pomysł...Klara jest zazdrosna o niego i w ogóle i tylko mogłabym mu zrobić niepotrzebnych kłopotów. W końcu przyszli moi rodzice. Stali w progu uśmiechnięci. 
- To co idziemy? - spytał tata. Przytaknęłam, wzięłam w ręce torbę i ruszyłam za rodzicami. Tata szedł na przodzie, ale moja mama szła tempem ze mną.
- A ten chłopak...Dezydery wiesz jak się martwił o ciebie? - spytała moja mama po cichu.
- Mamo! - ostrzegłam ją. Nie chciałam o tym mówić.
- No przecież wiem, kochasz tylko Dawida. - uśmiechnęła się i mnie wyprzedziła. Na chwilę stanęłam w miejscu. Dawid...Ech...Moja mama nic nie wie o tym co się wydarzyło i dobrze. Zaczęłam iść dalej nieco wolniej ze spuszczoną głową. Wsiadłam do auta, a po chwili byłam już na moim wygodnym łóżku...O nie! Nikt nie
zniszczy mi tego dnia! Wstałam z łóżka ocierając łzy i uśmiechając się do siebie wyszłam na dwór. Ładna pogoda, wręcz znakomita i jeszcze te wszystkie zakwitające rośliny...Ach, było idealnie. Nagle na kogoś wpadłam. Burknęłam przepraszam i szybko odeszłam kiedy zobaczyłam kto to jest.
- Patrycja zaczekaj! - krzyknął głos, który niegdyś był dla mnie ukojeniem...Szłam dalej, ale poczułam jak ktoś mnie łapie za ramię i odwraca w swoją stronę. Patrzyłam w swoje buty. Z moich oczu leciał już potok łez. Moje ciało się spięło, a przez usta nie mogło przejść żadne słowo.
- Spójrz na mnie! - krzyknął. Zaczęłam się go bać. Ton w którym do mnie to powiedział nie był ani trochę przyjacielski. Spojrzałam. Odważyłam się to zrobić. Już się nie bałam...Poczułam do niego ogromną nienawiść. W jego oczach nie widziałam już miłości, żalu ani nawet trochę smutku, widziałam satysfakcję? 
- Wróć do mnie. - jego ton nadal nie był zbyt przyjazny. 
- Nigdy!! - krzyknęłam i chciałam uciec, ale on złapał mnie mocno za nadgarstek.
- Ałć! - to serio bolało, szczególnie, że wbijał jeszcze swoje paznokcie w moją skórę.
- Chyba nie pobijesz mnie publicznie. - powiedziałam, to był jedyny argument jaki miałam i był on chyba przekonujący.
- Jeszcze się zobaczymy. - powiedział z zadziornym uśmiechem. Stałam w miejscu rozmasowując nadgarstek, na którym widniały czerwone ślady po jego paznokciach. Dopiero teraz zdałam sobie co się stało. Cała zaczęłam drżeć. Boję się. Na prawdę cholernie się boję! Zaczęłam biec przed siebie nie mając celu, po prostu biegłam próbując wyładować swoje emocje. Byłam jeszcze słaba po wyjściu ze szpitala, więc chyba to oczywiste, że się wywaliłam. Wszystko mnie bolało, a najbardziej bolało mnie serce...Dawid je zranił jeszcze bardziej dając mi znak, że nigdy mnie nie kochał, albo teraz właśnie przestał i chce ze mną być tylko po to by...No właśnie po co?! Siedziałam roztrzęsiona na ziemi płacząc. Założę
się, że Dawid ma wobec mnie plany...Nagle poczułam jak ktoś mnie podnosi. Wystraszyłam się, co jeśli to Dawid!? Szybko wyskoczyłam z objęć co znów skończyło się upadkiem.
- Boże Patrycja co się stało!? - usłyszałam zmartwiony głos. Poczułam ulgę. Silne dłonie, które złapały za moje ramiona podniosły mnie z ziemi. Nadal mnie przytulał i dobrze, bo nie wiem czy jestem w stanie sama iść. Remek zaprowadził mnie do swojego domu gdzie usiadłam na kanapie. Nadal płakałam mimo, że czułam się już bezpiecznie. 
- Poczekaj chwilkę. - powiedział Remek i zostawił mnie na moment samą w pokoju. Wrócił po kilku sekundach z apteczką, bo okazało się, że w kolanie mam głęboką ranę, widocznie musiałam upaść na kamień albo coś...Kiedy skończył usiadł przy mnie.
- Mów co się stało. - powiedział poważnie. Dobra powiem mu...
- A więc mój eks chłopak chciał do mnie wrócić, a kiedy powiedziałam, że nigdy to... - przerwałam na chwilkę bo wybuchłam płaczem.
- Spokojnie. - powiedział głaszcząc mnie po włosach co dodawało mi otuchy.
- To on złapał mnie za nadgarstek bardzo mocno. - powiedziałam i pokazałam mu dłoń z czerwonymi znaczkami.
- I powiedział, że jeszcze się zobaczymy. - zakończyłam oddychając nie równo. Czarnowłosy przytulił mnie mocno.
- Nie bój się. Jesteśmy z tobą i jak chcesz codziennie rano możesz do nas przychodzić i zostawać do nocy, a potem ja czy Wiki odprowadzimy cie pod sam dom. - zaproponował. To miłe z jego strony, ale to nie wypali.
- Nie. Ty też masz swoje sprawy jak yt i tak dalej, poza tym do końca życia nie bedę do was przychodzić. - powiedziałam, a Remik chyba przyznał rację.
- Słyszałem, że Dezy zrywa z Klarą, może Pati mogłaby z nim zamieszkać na kilka dni. - to były jego myśli, które wypowiedział na głos...Mówił to bardzo cicho, ale ja to usłyszałam doskonale...
- Nie. Dezy ma swoje życie i być może wyjechał załatwić coś ważnego, poza tym on mnie nawet dobrze nie zna i nie chcę być dla kogoś ciężarem. - powiedziałam. Wszystkie pomysły jakie Remik mi proponował były złe jak dla mnie, więc czarnowłosy sie w końcu poddał. Wtedy przyszła Wiki, widząc mnie zaczęła zadawać różne pytania. 

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 10. Mamo nie pozwolę jej usunąć tego dziecka.

3 komentarze = Kolejny rozdział :) 

-Co!? - Spytałam zaskoczony.  To jest niemożliwe.  Ona nie może być w ciąży.  Przynajmniej nie ze mną.  Widziałem w jej oczach łzy.  -Dezy nie bądź zły.  Wysłuchaj mnie.  - Mówiła.  
-No raczej to nie moje dziecko bo z tego co pamiętam to ja wciąż jestem prawiczkiem. - Wiem, że nie powinienem na nią krzyczeć skoro jest w ciąży, ale nie umiałem opanować swojej złości.  Zdradziła mnie a sama pieprzy o Wiktorii i jeszcze ją wyzywa.  Mógłbym ją wyzywać, ale poniżyłbym samego siebie, że z kimś takim byłem.  Chciałem już odejść, ale ona złapała mnie za ramię.  Przeszło mnie obrzydzenie.  Przysięgam.  Brzydziłem się nią już.  
-I niby co chcesz mi powiedzieć? - Spytałam.  Starałem się uspokoić bo nie wiem który to miesiąc a w ogóle i tak kobieta nie może się denerwować będąc w ciąży.  - No dobrze porozmawiajmy.  - Dodałem.  Nie robiłem tego dla niej tylko dla tego malca,  który i tak nie jest mój ale czemu on jest winny? 

-Usiądźmy.  - I tak też zrobiliśmy.  Nasza ławka,  a raczej była to nasza ławka.  Teraz już nic nie będzie nasze.  
-Poszłam na imprezę.  - Cudownie.  - Ktoś mi coś dosypał do drinka i mnie zgwałcił.  - Rozryczała się jak nigdy.  Zatkało mnie.  Czy ja dobrze słyszałem?  Ona została zgwałcona?  
-Wiem, że pewnie się mnie brzydzisz, ale proszę nie zostawiaj mnie.  - Nie kochałem jej, ale też i nie mogłem ją tak zostawić.  No dobra kochać z dnia na dzień  od tak się nie da przestać.  Ale to co teraz zaczynam czuć do niej jest inne.  Nawet nie wiem jak mam to określić 
-I co oczekujesz, że będę tatusiem? - Spytałam jej.  Nic nie odpowiedziała.  
-A jak zrobię aborcję? - Wytrzeszczyłem na nią oczy.  
-Czy ciebie dziewczyno popierdoliło?! - Aż wstałem krzycząc nie powinien, ale aborcja?  Czy ona jest głupia czy jaka.  
-Dla ciebie zrobię wszystko.  - Wstała do mnie i chciała mnie przytulić.  Oderwałem się od niej jednak bardziej chamsko jak dzisiaj Patrycja.  No dobra Patrycja odsunęła się  bo taki miała odruch przynajmniej mam taką nadzieję.  Dlaczego w takich chwilach muszę myśleć o jakieś dziewczynę której nie znam?  
-Masz nie robić czegoś co by skrzywdziło to dziecko.  Daj mi to wszystko przemyśleć.  - I odszedłem zostawiając ją samą.  I co ja mam niby przemyśleć?  To nie moje dziecko nie jestem za nie odpowiedzialny, ale z drugiej strony jak nie będzie sprawdzał i dbał o nie to ona może je  skrzywdzić.  Przecież to dziecko.  Ona nie może tego zrobić.  

Będąc już w domu kopnąłem krzesło ze złości.  Nigdy tak nie miałem.  Na co dzień jestem spokojny a teraz nagle nie wiem co się ze mną dzieje.  Bylem zły,  smutny i zarazem zaniepokojony.  Nie wiem co mam zrobić.  
-Synku  co się stało?  - Moja mama od razu wybiegła do kuchni.  No tak co się dziwić.  Pierwszy raz widzi mnie w takim stanie.
 Usiadłem na ziemi i zacząłem po prostu płakać jak małe dziecko.  Odczuwam to bardziej jak Klara.  Chociaż nawet to mnie nie dotyczy.  Dosłownie sekundę po tym jak się rozryczałem poczułem, że moja mama mnie przytula.  Nie było mi po tym lepiej ale czułem, że komuś zależy na mnie.  Tak samo musi być z tym dzieckiem.  Ona nie zapewni mu dobrego domu.  Przecież ona nawet go nie chce.  
-Klara jest w ciąży.  - Powiedziałam.  
-O mój Boże Dezy ile razy mówiłam ci żebyś się zabezpieczał.  - Nie krzyczała.  W jej głosie słyszałem bardziej zawód.  
-Mamo to nie moje dziecko.  Ja nigdy z nią nie spałem.  Ktoś ją zgwałcił.  - Wiedziałem, że się zmartwiła i to jeszcze jak.  Nie chciałem patrzeć na twarz mojej mamy bo wiem jak ona wygląda.  
-Kochasz ją? - Spytała 
-A bo ja wiem 
-Przecież jesteście razem od zawsze.  Musisz to wiedzieć.  - Powiedziała.  
-Zawsze myślałem ze ją kocham ale od czasu jej zmiany  to wszystko się zmieniło - To była jedyna osoba której nie umiałem nigdy okłamać.  To przecież moja mama.  Ona tak w ogóle w sekundę by się zorientowała, że coś jest nie tak.  
-Wiec co zamierzasz zrobić?  - Spytała.  
-Dobrze wiesz ze nie chce wychowywać cudzego dziecka.  - Nikt nie może mieć mi tego za złe.  Mam dopiero dziewiętnaście lat.  Nie mogę mieć dziecka.  Zawsze  czekałem na odpowiedni moment żeby tylko nie znaleźć się w takiej sytuacji i co?  To ja zawsze mówiłem, że czekam do ślubu.  Może to staroświeckie ale przynajmniej jestem romantyczny i jak widzę  teraz te wszystkie dziewczyny to każda chce seksu.  A myślałem ,że to tylko faceci tacy są.  
-To wycofaj się .  Nie musisz pakować się w to.  - Mówiła.  - A nawet ci nie pozwolę.  - Dodała.  
-Ale jeśli jej nie dopilnuje to ona je usunie.  - Czy serio tylko to mnie teraz obchodziło?
-Tyle ludzi nie może mieć dziecka.  Na przykład ja i Patryk.  - Mówiła moja mama.  Patryk to jest jej nowy mąż.  O dziesięć lat młodszy mąż który nigdy nie miał swoich dzieci a moja mama niestety jest już troszkę za stara na dzieci chociaż starali się nie raz.  
-Mamo nie pozwolę jej usunąć tego dziecka.  

niedziela, 3 stycznia 2016

Rozdział 9. Może wreszcie zerwie z tą żmiją i znajdzie sobie jakąś lepszą dziewczynę np: ciebie.

                                 2 komy= next w czwartek

Usłyszałam charakterystyczny dźwięk. Wyjęłam komórkę i odblokowałam ją. Jedna nieodebrana wiadomość od Dawidek. Mimowolnie jedna samotna łza wydostała się z oka. Postanowiłam jednak odczytać wiadomość. Bałam się trochę tego co tam zobaczę, ale to tylko wiadomość. 
Od Dawidek:
Nie jestem idealny, popełniam błędy, krzywdzę ludzi, ale kiedy mówię przepraszam lub kocham mówię serio

Idiota!! Identyczny tekst widziałam w internecie na jakiejś stronce z cytatami czy czymś takim...Ja pierdziele!!
Do Dawidek:
Nigdy nie jest za późno na przeprosiny...Czasem jest tylko za późno żeby wybaczyć...Wynoś się z mojego życia! Nie chcę cię widzieć! Ja cię nie kocham, mówię poważnie...Teraz czuję do ciebie tylko wstręt.
Wysłałam wiadomość i w tej samej chwili drzwi od mojego tymczasowego pokoju otworzyły się. Od razu schowałam telefon, a kiedy zobaczyłam uśmiechniętych przyjaciół humor mi się poprawił.
- My to na chwilę, bo Dezy już jedzie i chciał się pożegnać. - tak szybko? Spojrzałam na niego próbując wyczytać coś z jego oczu, widziałam, że się denerwował czymś...Czyżby znów problemy z dziewczyną?
- No to do zobaczenia...Kiedyś tam. - uśmiechnęłam się lekko, jednak kuźwa szkoda, że on już jedzie! 
- Szkoda, że już jedziesz. - przyznałam. Wiedziałam, że mieszka gdzie indziej, że ma szkołę, rodzinę i tak dalej, ale mimo to chciałam go zatrzymać... Podszedł do mnie i chciał się przytulić, ale szybko wyciągnęłam rękę. Jakoś tak dziwnie się przytulać przy Remku i Wiki no nie? Poza tym troszeczkę się bałam bliskość, wiem, że jeszcze niedawno się do siebie przytulaliśmy, ale teraz nie było o tym mowy, szczególnie, że przed chwilą Dawid popsuł mi nieco humor. 
- Przyjadę najszybciej jak tylko będę mógł. - trzymam cię za słowo! Pomachałam mu i razem z Remkiem opuścili moje pomieszczenie. Zostałam z Wiki.
- Widziałaś to? - spytała. Nie rozumiem, o co chodzi? Tym razem nie udaję...Nie mam pojęcia o co chodzi...
- Co takiego? - odpowiedziałam pytaniem.
- No Dezy chciał cię przytulić! Może wreszcie zerwie z tą żmiją i znajdzie sobie jakąś lepszą dziewczynę np: ciebie. - Co!? On i ja...To nie wypali...Pomyślałam, jednak moje serce zabiło mocniej...Oblałam się rumieńcem.
- E tam gadasz! Dezydery jest przyjacielem. - odpowiedziałam z naciskiem na ostatnie słowo. 
- Wmawiaj sobie co chcesz. - ja sobie nie wmawiam, chociaż....Nie! Nie może podobać mi się chłopak, którego znam zaledwie 2 czy tam 3 dni no nie? Poza tym to Masterczułek! A ja? Jestem zwykłą Patrycją. Pogadałyśmy jeszcze o paru rzeczach z Wiki i dowiedziałam się ciekawych informacji...Dziewczyna Dezego to Klara. Była ona spoko, ale hajs namieszał jej w głowie. Teraz jest ciągle zazdrosna o Czułka, ale nie robi nic, żeby ich relacje się polepszyły, a wręcz się pogarszają...O boże, ja bym z taką jędzą męczyć się nie mogła...Przy okazji opowiedziałam jej o Dawidzie, zaufałam kolejnej osobie bardziej niż moim rodzicom, co sie ze mną dzieje, że wszystkim ufam i wmawiam sobie, że wszyscy bez wyjątku mają dobre serce? Przecież są też zakłamani, źli, wredni ludzie. Znów usłyszałam charakterystyczny dźwięk. Przeprosiłam Wiktorię i otworzyłam wiadomość od nieznanego numeru...Ciekawe kto to...
Przeczytałam wiadomość i jak tylko zobaczyłam wyraz: Jajkach, od razu wiedziałam kto to jest...
- Kto to do ciebie napisał, że się śmiejesz? - spytała dziewczyna obok mnie. 
- Czułek. - odpowiedziałam, ale za nic nie pokazałam jej wiadomości od niego...Musiałabym tłumaczyć o co chodzi...Zapisałam jego numer i zaczęłam mu odpisywać.
Do Czułek:
A ty skąd masz mój numer hahaha?
Od Czułek:
A co nie wolno mieć?
Do Czułek:
Wolno, wolno, ale się zastanawiam kogo ochrzanić, za podawanie mojego numeru bez mojej zgody.
Od Czułek:
A jak myślisz które to może być?

Cóż Wiktoria siedziała tutaj, więc nie mogła podać mu numeru, bo nawet przy mnie telefonu nie wyjęła...Ale ja mądra haha.
Do Czułek:
Remigiusz! Na sto procent!
Od Czułek:
I sto punktów wędruje do ciebie!

Popisałam z nim jeszcze trochę, a kiedy oczekiwałam na jego SMS gadałam z Wiktorią. W końcu zakończyłam pisanie z blondynem.
- Ja już pójdę do domu, trzymaj się! - powiedziała i wyszła. Zdążyłam jej tylko pomachać. Tym razem usnęłam bez żadnych problemów.

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 8. Bo ja jestem w ciąży.


 
Kiedy przyszedł Remek uciekłem.  Brzmi to jakbym był tchórzem ale tak nie jest.  Coś się wydarzyło między mną a Pati Co mnie przeraża.  I to jeszcze jak.  To jak mnie przytulila i starała się mi pomóc sprawia, że po prostu czuje się przy niej lepiej i to mnie przeraża.  Co by się stało gdyby Remigiusz nie wszedł do środka?  Czy w ogóle coś by mogło się wydarzyć między nami?  Przecież odsunęła się ode mnie kiedy tylko usiadłem obok niej co od razu pokazało mi, że czegoś się boi.  No ale nie skrzywdzę jej.  Nigdy.  Żadnej kobiety bym nie mógł skrzywdzić a co dopiero taką drobną dziewczynę jak ona.  Przez to wszystko zacząłem być bardzo ciekawy tego co jej się stało.  Coś stać się musiało bo od tak by się mnie nie bała.  No ale z drugiej strony co się dziwić dziewczyna poznała mnie kilka dni temu a na dodatek leży teraz w szpitalu.  No właśnie szpital, nie lubię ich.  Jakoś zawsze sprawiają, że czuje się gorzej a przyznam się ,że jak trafiła w moje jajka to był najgorszy ból w moim życiu.  Aż na samą myśl o tym mnie zabolało.  Szybko opuściłem to miejsce i poszedłem po taxi która zabrała mnie do domu mojego przyjaciela.
-No nareszcie.  Ile można na ciebie czekać?  - Po Wiki było widać lekkie zdenerwowanie.  Coś się musiało stać.
-O co chodzi młoda?  - Spytałam.
-O twoja stukniętą dziewczynę! - Prawie krzyknęła.  Znowu Klara coś zrobiła.  Serio zaczynam mieć powoli tego wszystkiego dość.  Wiktoria stała zdenerwowana i czekała na moją reakcję.  No ale co ja mam jej niby powiedzieć.  - Nie gap się tak na mnie jak na idiotkę tylko zrób coś z nią bo zaraz nie wytrzymam.  - I podała mi swój telefon.  Zacząłem czytać jak pod zdjęciem Wiktorii zaczęła ją wyzywać.  To było nie miłe i śmieszne bo Klara naprawdę myśli, że Wiktorie i mnie coś łączy.  - Radzę Ci się nie śmiać bo zaraz oberwiesz znowu w jaja.  - Serio?!  Znowu to już zaczyna robić się nudne.
-Dobra już przestanę tylko błagam  oszczędź moje klejnoty.  - Przekręciła oczami wyrywając mi z rąk swój jak to zawsze mówi 'skarb'  i zaczęła iść do swojego pokoju.  Ze względu na to, że jej brata nie było w domu poszedłem za nią.
-Serio Dezy nie masz co robić? - Usiadłem na jej łóżku i zacząłem bawić się jakimś zeszytem który leżał obok mnie.  Najpierw sobie nim rzucałem a potem otworzyłem na byle jakiej stronie.
-Śmieciu oddaj mój pamiętnik.  - Wydarła się i dosłownie na mnie się rzuciła.  Dziewczyna leżała na mnie starając się wyrwać mi swój zeszyt no dobra pamiętnik.  Nie miałem zamiaru go czytać bo sam bym nie chciał gdyby ktoś przeczytał mój.  Gdybym go jeszcze miał.
-No dobra nie bij już mnie.  Oddam ci.  - I grzecznie podałem jej zeszyt w motylki.  Ona schowała go do szuflady kładąc się obok mnie.
-A tak na serio to zrób coś z nią.  - Powiedziała po chwili ciszy.
-Ale co mam niby zrobić?  - Wiedziałem dokładnie co ma zamiar powiedzieć bo ona jak i jej brat mówią mi to od samego początku zmiany Klary.  Dziewczyna spojrzała na mnie jak na debila po czym lekko mnie popchnęła.
-No zerwij z nią cieciu.  - Znowu do tego wracamy?
-Ej Wiki siki lepiej mi tutaj nie fikaj.  - Znowu się zaśmiałem.  Jestem w złym humorze jednak przy mojej przyjaciółce umiem się jakoś rozluźnić.
-W ogóle co z Pati?  - Spytała.  Jak dobrze że zmieniła temat.
-Myślę że dobrze . Już się obudziła.
-I żaden z was nie raczył mnie poinformować?  Serio?! - Wiktoria zaczęła wstawać z łóżka i się ogarniać.  Znowu wzięła do ręki swój telefon i zaczęła gdzieś dzwonić.  Mogę się założyć, że do swojego brata bo leń jak zwykle z nią wygrał.
-Remi,  przyjedź po mnie.  - A nie mówiłem.  Ja w tym czasie postanowiłem opuścić jej pokój.  Poszedłem do pokoju w którym spałem przez ostatnie kilka dni i zacząłem pakować swoje rzeczy , czas najwyższy wrócić do domu.  Do Klary.  Coś czuje że czeka nas poważna rozmowa.  Ale co ja jej mam niby powiedzieć?  Przecież z nią nie zerwę.  Kocham ją i wiem, że ona taka nie jest i da się ją jeszcze nawrócić.
-A ty co już nas zostawiasz? - Za mną pojawił się Remigiusz.  Nie spodziewałem się, że tak szybko przyjedzie.  Ile to minęło  pięć minut od telefonu jego siostry.
-Co tak szybko?
-A bo byłem już pod domem jak Wika zadzwoniła.  - I znowu cisza.
-Odwieziesz mnie na przystanek?  - Spytałem go.  On tylko pokiwał głową na znak, że się zgadza i już po chwili żegnałem  się z całą rodziną Wierzgoń.
-Wyrzuć mnie przed szpitalem.  - Powiedziała dziewczyna siedząca na tylnym siedzeniu.
-I jeszcze czego młoda - Remi się zaśmiał ale i tak wiedziałem, że ją tam zawiezie.  Przecież on wasze robi za szofera.  No to już wiadomo na co idzie hajs z youtube.
-Mnie też tam wystawisz.  Pożegnam się z Pati.  - Tak jak powiedziałem tak zrobił.  Całą trójka weszliśmy do niej i widać było ,że siedzi na telefonie i z kimś pisze.  Od razu jak nas zobaczyła zablokowała telefon i schowała pod kołdrę tak jakby nie chciała abyśmy widzieli co ona robi.  Uśmiechnęła się na nasz widok i spojrzała na mnie.
-My to na chwile.  Bo Dezy już jedzie i chciał się pożegnać.  - Powiedział chłopak stojący obok mnie.
-No to do zobaczenia kiedyś tam.  - W jej oczach dostrzegłem smutek.  Czyżby mnie polubiła ma tyle żeby być smutną, że już jadę?  Nawet to słodkie bo szczerze też byłem smutny, że już jadę.  No ale przecież nie mogę zostać na stałe u Remka w domu.  Mam też szkole,  rodziców,  dziewczynę.  No właśnie Klara.  Czy ja serio muszę z nią o tym wszystkim rozmawiać?!
-Szkoda ,że tak szybko jedziesz.  - Podszedłem do niej i liczyłem  , na przytulne na pożegnanie ale ona w ostatniej  chwili wyciągnęła rękę.  Zrobiłem się pewnie cały czerwony na twarzy i zrobiłem  to co ona.
-Przyjadę najszybciej jak tylko będę mógł.  - Uśmiechnąłem się i zapomniałem już o tej wpadce którą miałem kilka sekund temu.  Odszedłem od niej i pomachałem  jej na pożegnanie i wraz z brunetem opuściliśmy szpital.
-Dezy co to było?  - Spytał chłopak
 - Ale co?  - Udałem , że nie wiem o co chodzi.  Niestety jednak każdy zauważył ,że coś się dzieje.  Zaczynam czuć się z tym źle bo z tego wynika, że Klara ma rację i jestem  zdolny do zdrady.  Dobra trzeba wybić sobie Patrycje z głowy i myśleć tylko o mojej  dziewczynie.  Tylko jest jedno pytanie.  Dlaczego mam nie myśleć o fajnej miłej dziewczynie i użerać się z kimś takim jak Klara? Może każdy ma rację i powinienem z nią zerwać?  Może tak będzie najlepiej.  Zerwę z nią i zaprosze Patrycję na randkę.
-Wiesz co.  Macie racje.  - Powiedziałem.
-Z czym?
-Zerwę dzisiaj Klarą.  - Na twarzy mojego przyjaciela dostrzegłem wielki uśmiech.  Gdyby nie prowadził to pewnie przybił by mi piątkę.
-No stary nareszcie.
-A potem wrócę tutaj i zaproszę Patrycję na randkę.  - Zaskoczył mnie bo dziwnie na mnie spojrzał.  Tak jakbym powiedział  mu ,że kogoś zabiłem.
-Dlaczego?  - Spytał.
-bo to fajna dziewczyna?!
-Może nie tak od razu po zerwaniu daj sobie trochę czasu.  - Remek zaczął coś kręcić.  Mógłbym nawet pomyśleć, że Patrycja jemu się podoba ale przecież by mi to powiedział wcześniej.
-Remek czy ona ci się podoba?  - Spytałam wysiadając  już z jego samochodu.
-Co?  Nie! Co?  - krzyknął.  Ufam i  wierze mu.
-Wiec będę mógł zaprosić ją na randkę?  - Spytałem dla pewności
 - Co się mnie pytasz?  Ja jej ojciec jestem czy co?  - Zaśmiał się.  Teraz widać było, że ma to całkiem gdzieś.  Pewnie coś mi się wcześniej wydawało i tyle.
-Dobra to twój autobus.  - Spojrzałem na ogromny autobus z napisem 'Modlin bus'  miałem tylko nadzieje że będą miejsca bo tutaj raczej trzeba kupować przez internet bo ludzie jeżdżą nim na lotnisko.

Usiadłem sobie na samym tyle a autobus   był cały pusty i dobrze.  Przynajmniej na  spokojnie będę mógł sobie pomyśleć.  Od razu zalogowałem się do darmowego WiFi w autobusie i zalogowałem  się na facebooka.  Dostrzegłem stado wiadomości od Klary, że musimy porozmawiać, że coś się stało. - Tak coś się stało.  Pewnie paznokcia złamała.-  Zaśmiałem się na to co powiedziałem i przymknąłem  oczy pisząc jej wcześniej żeby  za dwie godziny czekała na mnie. Zacząłem się bardzo nudzić więc napisałem do Remka aby podał mi numer Patrycji.  Na samym początku mi nie odpisywał ale to pewnie powód tego, że nagrywa lub prowadzi samochód.
- Witaj zgniatarko  moich jajek.  - Napisałem do dziewczyny od razu jak tylko dostałem jej numer.
- A ty skąd masz mój numer? 
-A co nie wolno mi mieć?
-Wolno,  wolno ale się zastanawiam które z nich mam ochrzanić  za rozdawanie numeru bez mojej zgody.
-A jak myślisz które to może być?
- Remigiusz!  Na sto procent!
- I  sto puntów wędruje do ciebie.

Popisaliśmy jeszcze tak o bzdurach  do samej Warszawy.  Miałem ochotę iść po prostu spać a musiałem  jeszcze poczekać na moją dziewczynę.  Już zaraz była.  Nic nie wspomniałem Patrycji o tym co zamierzam zrobić ale powiem jej po fakcie.  Zbierałem się aby wysiąść z autobusu i za szybą widziałem dziewczynę która na mnie czekała.  Jak zwykle ubrana w jakieś drogie ubrania.  Wysiadłem i dostrzegłem, że nie jest zadowolona
-Wiec co ode mnie chciałaś?  - Spytałam.
-Bo ja nie wiem jak mam ci to powiedzieć.  - Coś się musiało serio stać , że Klara nie wie co ma powiedzieć.  No to jakiś szok!
-Mów bo nie mam całego dnia.  - To było troszkę wredne ale ona mnie tak traktuje cały  czas.
-Bo ja jestem w ciąży.  

niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 7. Czasami myślę co bym zrobiła gdyby wszystko mi się popsuło.

                                              2 komy - next w czwartek :D                                              


Czułek jest na prawdę zboczony, albo udawał. Bardzo chciało mi się śmiać z tego co powiedział, ale równocześnie czułam się trochę niekomfortowo. Postanowiłam, więc się obrazić. Na żarty oczywiście. Chłopak powiedział bym się nie obrażała i usiadł na łóżku... Zadrżałam. Odsunęłam się troszeczkę. Bałam się bliskości, szczególnie po tym co stało się z Remkiem. Usłyszałam dźwięk, który wydawał telefon.
- Przepraszam. - powiedział i odebrał. Nie chciałam podsłuchiwać, ale był w tym samym pomieszczeniu co ja, więc trudno było niczego nie słyszeć. Wyraźnie się z kimś pokłócił. Ciekawe z kim. Chyba z dziewczyną. Mówił coś, że Wiktoria jest dla niego ja młodsza siostra...Czyli jego dziewczyna jest zazdrosna o Wiki? Dezydery i Wiktoria, to by była śmieszna para. Od razu zaczęłam sobie wyobrażać jak się przytulali...Moja bujna wyobraźnia! Usłyszałam jak Czułek westchnął. Spojrzałam na niego. Jego telefon był mocno ściśnięty w jego dłoni. Chwilę po tym się rozłączył i widocznie nie był w dobrym humorze. 
- Wszystko w porządku? - spytałam cicho, ale tak by mnie usłyszał. Nagle z jego oczu poleciały łzy...Czemu on płacze? Co takiego powiedziała osoba po drugiej stronie komórki, że doprowadziła Dezego do takiego stanu? Nie mogłam na to patrzeć. Nienawidziłam kiedy ktoś płacze. Płacz noworodka jeszcze znosiłam, bo dzieci płaczą bez jakiegoś większego powodu. A to głodne są, a to czegoś chcą, a dorośli płaczą rzadko i nie jest to jakiś błahy powód, szczególnie chłopcy.
- Dezy? - spytałam zmartwiona. Zielonooki jakby nie kontaktował. 
- Przepraszam, muszę iść. - powiedział nagle, odwrócił się do mnie tyłem i chciał wstać...Co to to nie! Nie będzie mi chłopak załamy jechał samochodem, jeszcze coś się stanie...Tak bardzo często wyobrażam sobie czarne scenariusze, które i tak prawie nigdy się nie sprawdzają. Złapałam go szybko za ramię. Nie dam mu wyjść! 
- Cokolwiek się stało nie bądź smutny. - idiotka!! Może stało się coś poważnego, a ja nie wiedząc co on czuje każę mu nie być smutnym! Blondyn siedział do mnie tyłem i nie miał zamiaru się odwracać. Czemu faceci mają tą swoją cholerną dumę i boją się łez!? 
- Dezy spójrz na mnie. - poprosiłam spokojnie nie puszczając jego ramienia. Chciałam mu pokazać, że mu ufam i, że on też może mi zaufać. Wstałam z łóżka i przytuliłam go. Dobrze wiem, czego się potrzebuje gdy jest się smutnym. Poczułam, że opiera o moją głowę swoją brodę. Wtuliłam się mocniej. Rześkie perfumy pachniały bosko,a ciepło jego ciała sprawiało, że przechodziły mnie miłe dreszcze. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego z dołu.
- Nie wstydź się ich. - powiedziałam uśmiechając się lekko. On spojrzał na mnie. Jego oczy zdawały się widzieć wszystko...I wszystko rozumieć...Kiedy tak na mnie patrzył zdawało mi się, że wie o mnie wszystko. Podniosłam rękę i otarłam jego łzy dotykając policzków, na które wdarł się rumieniec. 
- Siema! - krzyknął znajomy mi głos. Jak oparzona odskoczyłam od Dezego prawie się przewracając. Czułek przywitał się z Remkiem i szybko wyszedł tłumacząc się, że musi wracać. Gdy wychodził puścił mi oczko i uśmiechnął się. Poczułam się jakbym miała nogi z waty. Usiadłam na łóżku zapominając, że jest tu czarnowłosy.
- A ty co taka rozmarzona? - spytał z śmiechem. Poczułam jak moje policzki zaczęły mnie piec...Znów się rumienie! 
- A co pomarzyć nie można? - odpowiedziałam pytaniem uśmiechając się szeroko.
- Można, ale zależy o czym... - zaśmiał się. Tak zależy o czym...Spaliłam jeszcze większego buraka o ile się da. Postanowiłam o coś go zapytać.
- Wiesz może, czemu Dezy taki smutny trochę jest? - bałam się, że Remik zacznie coś podejrzewać, ale faceci są ślepi, hahaha.
- Ma problemy z dziewczyną...Serio zerwał by z nią, a nie się męczy. - czyli miałam rację, rozmawiał z dziewczyną...Ciekawe co powiedziała, że zaczął aż płakać. 
- Ale Dezemu nic nie będzie...Mów jak ty się czujesz! - mam nadzieję, że nic mu nie będzie...Czemu się w ogóle aż tak bardzo martwię!? To przecież facet, poradzi sobie nie?
- Jest okey, boli mnie troszkę głowa, ale poza tym nic mi nie jest. - odpowiedziałam z uśmiechem. 
- Wiesz kiedy będziesz mogła wrócić do domu? - spytał. A myślałam, że wypytałam lekarza o wszystko, jak zwykle umyka mi jakiś szczegół.
- Nie. - odpowiedziałam. Jeszcze troszkę porozmawialiśmy, a potem przerwał nam lekarz, który powiedział, że muszę wypocząć i jak jutro wszystko będzie dobrze to mnie wypiszą. Remik wyszedł, a ja próbowałam zamknąć oczy i zasnąć, jednak na marne. Męczyła mnie moja ciekawość. Od małego musiałam wszystko wiedzieć, teraz już w mniejszym stopniu, ale nadal tak mam. Teraz nie tylko chcę wiedzieć, ale także staram się pomóc...Tak wiem, jestem skomplikowana...Czasami myślę co bym zrobiła gdyby wszystko mi się popsuło, gdyby nie było moich rodziców, przyjaciół...Co bym wtedy zrobiła i czy dałabym radę sama.