3 komentarze=kolejny rozdział :)
Jasne i ciepłe promienie słońca sprawiły, że otworzyłam oczy. Byłam wyjątkowo wyspana mimo późnej godziny zaśnięcia. Dzisiaj wszystko zapowiada się bardzo dobrze, przed chwilą przyszedł lekarz mówiąc, że mnie wypisują. Za godzinę mają przyjść rodzice mnie odebrać. Ale się ciesze! Te dni w szpitalu dłużyły mi się niesamowicie i były nudne. Gdyby nie moi przyjaciele już dawno leżałabym w grobie z podpisem: Umarła z nudów. Wstałam z łóżka i biorąc z torby, którą przynieśli mi rodzice ciuchy poszłam się odświeżyć i przygotować do wyjścia ze szpitala. Poszło mi to bardzo szybko być może dlatego, bo nie mogę się już doczekać. Sprawdziłam jeszcze telefon, ale nikt nic mi nie napisał. Chciałam popisać se z Dezym, ale stwierdziłam, że to zły pomysł...Klara jest zazdrosna o niego i w ogóle i tylko mogłabym mu zrobić niepotrzebnych kłopotów. W końcu przyszli moi rodzice. Stali w progu uśmiechnięci.
- To co idziemy? - spytał tata. Przytaknęłam, wzięłam w ręce torbę i ruszyłam za rodzicami. Tata szedł na przodzie, ale moja mama szła tempem ze mną.
- A ten chłopak...Dezydery wiesz jak się martwił o ciebie? - spytała moja mama po cichu.
- Mamo! - ostrzegłam ją. Nie chciałam o tym mówić.
- No przecież wiem, kochasz tylko Dawida. - uśmiechnęła się i mnie wyprzedziła. Na chwilę stanęłam w miejscu. Dawid...Ech...Moja mama nic nie wie o tym co się wydarzyło i dobrze. Zaczęłam iść dalej nieco wolniej ze spuszczoną głową. Wsiadłam do auta, a po chwili byłam już na moim wygodnym łóżku...O nie! Nikt nie
zniszczy mi tego dnia! Wstałam z łóżka ocierając łzy i uśmiechając się do siebie wyszłam na dwór. Ładna pogoda, wręcz znakomita i jeszcze te wszystkie zakwitające rośliny...Ach, było idealnie. Nagle na kogoś wpadłam. Burknęłam przepraszam i szybko odeszłam kiedy zobaczyłam kto to jest.
- Patrycja zaczekaj! - krzyknął głos, który niegdyś był dla mnie ukojeniem...Szłam dalej, ale poczułam jak ktoś mnie łapie za ramię i odwraca w swoją stronę. Patrzyłam w swoje buty. Z moich oczu leciał już potok łez. Moje ciało się spięło, a przez usta nie mogło przejść żadne słowo.
- Spójrz na mnie! - krzyknął. Zaczęłam się go bać. Ton w którym do mnie to powiedział nie był ani trochę przyjacielski. Spojrzałam. Odważyłam się to zrobić. Już się nie bałam...Poczułam do niego ogromną nienawiść. W jego oczach nie widziałam już miłości, żalu ani nawet trochę smutku, widziałam satysfakcję?
- Wróć do mnie. - jego ton nadal nie był zbyt przyjazny.
- Nigdy!! - krzyknęłam i chciałam uciec, ale on złapał mnie mocno za nadgarstek.
- Ałć! - to serio bolało, szczególnie, że wbijał jeszcze swoje paznokcie w moją skórę.
- Chyba nie pobijesz mnie publicznie. - powiedziałam, to był jedyny argument jaki miałam i był on chyba przekonujący.
- Jeszcze się zobaczymy. - powiedział z zadziornym uśmiechem. Stałam w miejscu rozmasowując nadgarstek, na którym widniały czerwone ślady po jego paznokciach. Dopiero teraz zdałam sobie co się stało. Cała zaczęłam drżeć. Boję się. Na prawdę cholernie się boję! Zaczęłam biec przed siebie nie mając celu, po prostu biegłam próbując wyładować swoje emocje. Byłam jeszcze słaba po wyjściu ze szpitala, więc chyba to oczywiste, że się wywaliłam. Wszystko mnie bolało, a najbardziej bolało mnie serce...Dawid je zranił jeszcze bardziej dając mi znak, że nigdy mnie nie kochał, albo teraz właśnie przestał i chce ze mną być tylko po to by...No właśnie po co?! Siedziałam roztrzęsiona na ziemi płacząc. Założę
się, że Dawid ma wobec mnie plany...Nagle poczułam jak ktoś mnie podnosi. Wystraszyłam się, co jeśli to Dawid!? Szybko wyskoczyłam z objęć co znów skończyło się upadkiem.
- Boże Patrycja co się stało!? - usłyszałam zmartwiony głos. Poczułam ulgę. Silne dłonie, które złapały za moje ramiona podniosły mnie z ziemi. Nadal mnie przytulał i dobrze, bo nie wiem czy jestem w stanie sama iść. Remek zaprowadził mnie do swojego domu gdzie usiadłam na kanapie. Nadal płakałam mimo, że czułam się już bezpiecznie.
- Poczekaj chwilkę. - powiedział Remek i zostawił mnie na moment samą w pokoju. Wrócił po kilku sekundach z apteczką, bo okazało się, że w kolanie mam głęboką ranę, widocznie musiałam upaść na kamień albo coś...Kiedy skończył usiadł przy mnie.
- Mów co się stało. - powiedział poważnie. Dobra powiem mu...
- A więc mój eks chłopak chciał do mnie wrócić, a kiedy powiedziałam, że nigdy to... - przerwałam na chwilkę bo wybuchłam płaczem.
- Spokojnie. - powiedział głaszcząc mnie po włosach co dodawało mi otuchy.
- To on złapał mnie za nadgarstek bardzo mocno. - powiedziałam i pokazałam mu dłoń z czerwonymi znaczkami.
- I powiedział, że jeszcze się zobaczymy. - zakończyłam oddychając nie równo. Czarnowłosy przytulił mnie mocno.
- Nie bój się. Jesteśmy z tobą i jak chcesz codziennie rano możesz do nas przychodzić i zostawać do nocy, a potem ja czy Wiki odprowadzimy cie pod sam dom. - zaproponował. To miłe z jego strony, ale to nie wypali.
- Nie. Ty też masz swoje sprawy jak yt i tak dalej, poza tym do końca życia nie bedę do was przychodzić. - powiedziałam, a Remik chyba przyznał rację.
- Słyszałem, że Dezy zrywa z Klarą, może Pati mogłaby z nim zamieszkać na kilka dni. - to były jego myśli, które wypowiedział na głos...Mówił to bardzo cicho, ale ja to usłyszałam doskonale...- Nie. Dezy ma swoje życie i być może wyjechał załatwić coś ważnego, poza tym on mnie nawet dobrze nie zna i nie chcę być dla kogoś ciężarem. - powiedziałam. Wszystkie pomysły jakie Remik mi proponował były złe jak dla mnie, więc czarnowłosy sie w końcu poddał. Wtedy przyszła Wiki, widząc mnie zaczęła zadawać różne pytania.


Świetny
OdpowiedzUsuńRozdział super, a w sumie kiedy nie był? Nie mogę doczekać się następnego
OdpowiedzUsuńRozdział super, a w sumie kiedy nie był? Nie mogę doczekać się następnego
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać nexta. Życzę weny
OdpowiedzUsuń