niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 7. Czasami myślę co bym zrobiła gdyby wszystko mi się popsuło.

                                              2 komy - next w czwartek :D                                              


Czułek jest na prawdę zboczony, albo udawał. Bardzo chciało mi się śmiać z tego co powiedział, ale równocześnie czułam się trochę niekomfortowo. Postanowiłam, więc się obrazić. Na żarty oczywiście. Chłopak powiedział bym się nie obrażała i usiadł na łóżku... Zadrżałam. Odsunęłam się troszeczkę. Bałam się bliskości, szczególnie po tym co stało się z Remkiem. Usłyszałam dźwięk, który wydawał telefon.
- Przepraszam. - powiedział i odebrał. Nie chciałam podsłuchiwać, ale był w tym samym pomieszczeniu co ja, więc trudno było niczego nie słyszeć. Wyraźnie się z kimś pokłócił. Ciekawe z kim. Chyba z dziewczyną. Mówił coś, że Wiktoria jest dla niego ja młodsza siostra...Czyli jego dziewczyna jest zazdrosna o Wiki? Dezydery i Wiktoria, to by była śmieszna para. Od razu zaczęłam sobie wyobrażać jak się przytulali...Moja bujna wyobraźnia! Usłyszałam jak Czułek westchnął. Spojrzałam na niego. Jego telefon był mocno ściśnięty w jego dłoni. Chwilę po tym się rozłączył i widocznie nie był w dobrym humorze. 
- Wszystko w porządku? - spytałam cicho, ale tak by mnie usłyszał. Nagle z jego oczu poleciały łzy...Czemu on płacze? Co takiego powiedziała osoba po drugiej stronie komórki, że doprowadziła Dezego do takiego stanu? Nie mogłam na to patrzeć. Nienawidziłam kiedy ktoś płacze. Płacz noworodka jeszcze znosiłam, bo dzieci płaczą bez jakiegoś większego powodu. A to głodne są, a to czegoś chcą, a dorośli płaczą rzadko i nie jest to jakiś błahy powód, szczególnie chłopcy.
- Dezy? - spytałam zmartwiona. Zielonooki jakby nie kontaktował. 
- Przepraszam, muszę iść. - powiedział nagle, odwrócił się do mnie tyłem i chciał wstać...Co to to nie! Nie będzie mi chłopak załamy jechał samochodem, jeszcze coś się stanie...Tak bardzo często wyobrażam sobie czarne scenariusze, które i tak prawie nigdy się nie sprawdzają. Złapałam go szybko za ramię. Nie dam mu wyjść! 
- Cokolwiek się stało nie bądź smutny. - idiotka!! Może stało się coś poważnego, a ja nie wiedząc co on czuje każę mu nie być smutnym! Blondyn siedział do mnie tyłem i nie miał zamiaru się odwracać. Czemu faceci mają tą swoją cholerną dumę i boją się łez!? 
- Dezy spójrz na mnie. - poprosiłam spokojnie nie puszczając jego ramienia. Chciałam mu pokazać, że mu ufam i, że on też może mi zaufać. Wstałam z łóżka i przytuliłam go. Dobrze wiem, czego się potrzebuje gdy jest się smutnym. Poczułam, że opiera o moją głowę swoją brodę. Wtuliłam się mocniej. Rześkie perfumy pachniały bosko,a ciepło jego ciała sprawiało, że przechodziły mnie miłe dreszcze. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego z dołu.
- Nie wstydź się ich. - powiedziałam uśmiechając się lekko. On spojrzał na mnie. Jego oczy zdawały się widzieć wszystko...I wszystko rozumieć...Kiedy tak na mnie patrzył zdawało mi się, że wie o mnie wszystko. Podniosłam rękę i otarłam jego łzy dotykając policzków, na które wdarł się rumieniec. 
- Siema! - krzyknął znajomy mi głos. Jak oparzona odskoczyłam od Dezego prawie się przewracając. Czułek przywitał się z Remkiem i szybko wyszedł tłumacząc się, że musi wracać. Gdy wychodził puścił mi oczko i uśmiechnął się. Poczułam się jakbym miała nogi z waty. Usiadłam na łóżku zapominając, że jest tu czarnowłosy.
- A ty co taka rozmarzona? - spytał z śmiechem. Poczułam jak moje policzki zaczęły mnie piec...Znów się rumienie! 
- A co pomarzyć nie można? - odpowiedziałam pytaniem uśmiechając się szeroko.
- Można, ale zależy o czym... - zaśmiał się. Tak zależy o czym...Spaliłam jeszcze większego buraka o ile się da. Postanowiłam o coś go zapytać.
- Wiesz może, czemu Dezy taki smutny trochę jest? - bałam się, że Remik zacznie coś podejrzewać, ale faceci są ślepi, hahaha.
- Ma problemy z dziewczyną...Serio zerwał by z nią, a nie się męczy. - czyli miałam rację, rozmawiał z dziewczyną...Ciekawe co powiedziała, że zaczął aż płakać. 
- Ale Dezemu nic nie będzie...Mów jak ty się czujesz! - mam nadzieję, że nic mu nie będzie...Czemu się w ogóle aż tak bardzo martwię!? To przecież facet, poradzi sobie nie?
- Jest okey, boli mnie troszkę głowa, ale poza tym nic mi nie jest. - odpowiedziałam z uśmiechem. 
- Wiesz kiedy będziesz mogła wrócić do domu? - spytał. A myślałam, że wypytałam lekarza o wszystko, jak zwykle umyka mi jakiś szczegół.
- Nie. - odpowiedziałam. Jeszcze troszkę porozmawialiśmy, a potem przerwał nam lekarz, który powiedział, że muszę wypocząć i jak jutro wszystko będzie dobrze to mnie wypiszą. Remik wyszedł, a ja próbowałam zamknąć oczy i zasnąć, jednak na marne. Męczyła mnie moja ciekawość. Od małego musiałam wszystko wiedzieć, teraz już w mniejszym stopniu, ale nadal tak mam. Teraz nie tylko chcę wiedzieć, ale także staram się pomóc...Tak wiem, jestem skomplikowana...Czasami myślę co bym zrobiła gdyby wszystko mi się popsuło, gdyby nie było moich rodziców, przyjaciół...Co bym wtedy zrobiła i czy dałabym radę sama. 

2 komentarze: